Egzamin na łuku Marty!

No i stało się – nie zdałam egzaminu na prawo jazdy. I to w taki głupi sposób, że aż sama się na siebie wkurzyłam. Ale może jak to opiszę, to komuś uda się uniknąć mojego błędu.

Co się właściwie wydarzyło?

Na początku wszystko szło dobrze. Wsiadłam do auta, zrobiłam to, co trzeba – światła, pasy, lusterka – no i ruszyłam na plac. Zaczęłam robić łuk i… poszło nie tak, jak powinno.

Po prostu za bardzo się pośpieszyłam. Wjechałam za szybko i nie wyhamowałam na czas. Wystarczyło delikatnie zwolnić i pozwolić autu spokojnie się dotoczyć, ale ja, zamiast to zrobić, pojechałam zbyt pewnie… no i bum – przednim zderzakiem dotknęłam środkowej tyczki w kopercie. Egzaminator od razu przerwał egzamin. Koniec, po sprawie.

Co powinnam była zrobić?

Teraz, jak na spokojnie o tym myślę, wiem, że powinnam:

Zwolnić wcześniej i pozwolić autu się dotoczyć.

Nie spieszyć się – to nie wyścig.

Zachować większy luz, bo stres też robi swoje.

I co teraz?

Oczywiście, zapisuję się na kolejne jazdy i próbuję jeszcze raz. No bo co – nie poddam się przez jeden błąd! Następnym razem będę mądrzejsza i mam nadzieję, że zdam bez problemu.

A Wy? Też mieliście jakieś wpadki na egzaminie? Dajcie znać, niech przynajmniej wiem, że nie jestem sama!